To słabość chwilowa!

Znam ten kawałek od kiedy wyszedł. A dziś mnie strzeliło. Przeca on o bieganiu jest, jak w pysk strzelił. I do biegania. No dobra, czy do biegania, to przetestuję jutro na treningu, kiedy to męczyć będę się na dziesięć kilometrów.

Ale utwór wrzuciłam tu w kontekście. Wczorajszym kontekście. Plan treningowy przewidział na wczoraj rozgrzewkę i 50 minut w tempie maratońskim. Czyli trening wolny, spokojny i na luzie. Siedziałam w pracy i nie mogłam się go doczekać. Aż dopadła mnie słabość. I to słabość całkiem przerażająca. Nagle zrobiło mi się gorąco, za chwilę oblał mnie zimny pot, ręce trzęsły mi się tak, że utrzymanie kubka było sztuką, łeb rozbolał, kolana zmiękły. Przyznaję, bałam się, że omdleję zwyczajem księżniczek. Byłoby to ciekawe, bo omdlewanie nie leży w mojej naturze. A na pewno zrobiłabym furorę wśród kolegów w pracy. Wlałam w siebie okropnie słodką herbatę, kubek zupy i zrobiło mi się lepiej. Przestało mną telepać, ale łamanie w kościach i napierdzielanie we łbie zostało. Dowlokłam się do Sprawcy i padłam. I tyle by było o moim bieganiu wczoraj.

A teraz uwaga, będzie pomniczek ze szczerego złota.

Sprawca jest ideałem samca na padanie. Donosi pod nos wszystko, czego paść sobie zażyczy. Herbatki, jeść, wino, lody, pomarańczkę, wino, herbatki. Do tego głaszcze, tuli, grzeje i pociesza. I prawi komplementy. Tak to można padać na słabości.

Dziś rano okazało się, że słabość faktycznie była chwilowa. Może po prostu organizm mi się zbuntował po tym jak do niego dotarło, że nie ma opierdalania, biegamy na całego i nie marudź? I postanowił powiedzieć swoje? Nie wiem, szczerze mówiąc. Wiem, że wczorajsza rozpusta żywieniowa zrobiła mi dobrze i nie mam żadnych wyrzutów sumienia. Sprawczymi ręcami uczyniona zapiekanka z makaronu, kury, szpinaku, czosnku, pieczarek i sera była przeboska, lody idealnie śmietankowe z pyszną czekoladą, wino w sam raz a pomarańcza słodka.

A jutro znów mam plan na szybszy trening. 10 kilometrów i przebieżki. Wewnętrzny biegacz podszeptuje, że może bym wreszcie przebiegła tę dychę w mniej niż godzinę… Jutro Wam opowiem czy mi się udało…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bieganie, Gdy rozum śpi, Siekiera motyka chuda dupa, Sport szkodzi i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „To słabość chwilowa!

  1. kgb pisze:

    Pomniczek ładny. Pomimo kury.
    A ta dycha w mniej niż godzinę – jak nie Ty, to kto, ja się pytam?

  2. Ruda pisze:

    Wszyscy potrafią? Zaczynam mieć kompleksy biegowe. Gdzie nie spojrzę, tam laski łamią 50 minut, 45 minut 43.. A ja tu ledwie człapię. Wara od kury, kura dobra.

  3. kgb pisze:

    Są też takie, co to 30 minut łamią…
    A człapiesz, bo tą kurę tę, ze sobą tachasz :-)

  4. Ruda pisze:

    Chyba zmęczona jestem skoro wizualizacja podepchła mię pod oko obrazek mojej szanownej osoby z panią letkich obyczajów przytroczoną do garbu. Taką w kabaretkach, czarnej lajkrowej mini i bluzce w panterkę.

Dodaj komentarz