O tym, że jest szaro i chcę spać

Generalnie lubię szary kolor. Bardzo nawet. Prawie najbardziej. Ale może by tak sobie poszedł zza okna? Wisi ta szarość i wisi, a człowiek nawet spać nie może, bo po pierwsze nie mam karimatki pod biurkiem, a po drugie chyba by dziwnie patrzyli w biuru. No to oglądam sobie rzeczy w sklepie z rzeczami, rozważam owinięcie się w takie coś albo moje niezawodne onesie z pingwinami udającymi renifery. Bo aktualnie jestem letko nieprzytomna. Myśli mi krążą koło Hiszpanii. Pojechałabym do Cangas na przykład.

Albo o. Na Islandię taką. Jak sobie paczam jednym okiem na Pana Roberta to trochę mi się chce płakać a trochę jestem głodna. W dodatku TAM WIEJE. A ja KOCHAM WIATER.

Podsumowując. Chce mi się spać, jestem głodna i najchętniej spałabym i jadła na Islandii. Czyli w zasadzie nic nowego.

No. Tylko za mąż wyszłam. Wreszcie.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Gdy rozum śpi. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz