O sprzecznościach wewnętrznych

Generalnie to miał się tu pojawić poważny wpis o tym, jak bezsęsowne życie wiodę ograniczając się aktualnie do praca-dom, gdzie na „dom” składa się wrócenie, paście na kanapę, obejrzenie telewizora, zjedzenie (ewentualnie wcześniej przygotowanie, jeśli ja gotuję) kolacji, piesek, wanna, spać.
A praca, no cóż.. Każdy dzień jak odbity na ksero. Ja nawet nie miałabym nic przeciw takiemu ksero, gdyby nie to, że składa się na nie 60 kilometrów w samochodzie dzień w dzień, napierdalający kark, z racji najmniej wygodnego krzesła na świecie oraz ohydna kawa. Taki miałam plan, że się pozastanawiam nad wszystkim, zaplanuję emigrację na Islandię, gdzie będę utrzymywać się z dziergania czapek a całość zakończę bolesnym wnioskiem, że pierdolę to wszystko.

I byłabym plan wykonała w stu procentach, gdybym nie przeczytała u Janiny o tarzaniu się w martwym jeleniu. Czy ktokolwiek byłby w stanie użalać się nad sobą i swoim nędznym losem po takiej lekturze? No proszę ja was. No i tak zostałam bez tematu.

No to może Wam opiszę, jak to ostatnio zaszalałam. Ksiąć mnie wysłał na zakupy książkowe. Idź i kup se co chcesz, rzekł do mnie. No to pojechałam. Wlazłam do księgarni sieciowej, znanej prawda i w ogóle. Przekopałam wszystkie półki. Nabyłam 3 tomiszcza dla Ksiącia i dawaj rzucam się w ten szał między regałami. Wszystko mogę. Mogę sobie kupić dwadzieścia książek, bez żadnych wyrzutów. Przekopawszy wszystkie półeczki znalazłam trzy książki, które mnie zainteresowały. Już prawie wpadłam w rozpacz, że jak to, ja już książek nie potrzebuję i nie chcę, albo że rynek wydawniczy taki do dupy, bo NIC nie ma na czym by oko zawiesić. I w tej prawie już rozpaczy wróciłam do domu i dawaj żalić się Ksiąciowi. Na co on mnie zapytał gdzie byłam. No to mu odpowiadam, że tu i tu. Na co mój najlepszy z mężów odpowiada: „A. Tam chujowo jest”.

I wiecie co? Pocieszył mnie.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Gdy rozum śpi. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz