O powolnej wiośnie

Idzie i idzie i jakoś tak niemrawo ciągle. Tymczasem oddałam Hagrida do warsztatu bo mu się światła zepsuli. Postanowił mieć wszystkie, poza tymi do mijania, czyli jakby najbardziej potrzebnymi. Od tygodnia usiłuję także wykąpać psa. Psu się ten plan nie podoba, mnie też średnio, ale trudno mój drogi, ze dwa – trzy razy do roku musimy oboje pocierpieć. Także dziś szykuje się armagedon łazienkowy. Za to pies będzie piękny, puchaty i biały przez jakieś dwie godziny po całej operacji. Potem pójdzie się wytarzać w jakimś martfym wróblu albo kałuży i będzie już normalnie.

Co poza tym? No, poza tym nuda, nic się nie dzieje. Umyłam okna, bo miałam wczoraj wolny dzień. Zrobiłam plan wiosennych porządków i teraz sukcesywnie realizuję. Mam rower i go używam. Ambitnie zbieram się do poczynienia kroków w kierunku mojej kariery naukowej (na wiosnę budzi się też mózg i potrzebuje stymulacji).

A na koniec pochwalę się, że idę dziś na maniukiur i całe szczęście, bo pazury mi urosły takie, że klawiatura stała się wrogiem.

Nuda.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Gdy rozum śpi. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz